Jesteś tu
Strona domowa > Rodzice piszą > Hormony – jak z nimi żyć

Hormony – jak z nimi żyć

rodzina

Czytałam kiedyś felieton, w którym autor zwierzał się ze swojej trudnej sytuacji, jako… mężczyzny! Przyznam, że na tyle zaintrygowały mnie pierwsze zdania, że z wręcz z wypiekami na twarzy czytałam dalej. Bo jak to może być, że facet pisze o męskości w kategoriach nieustającej walki ze światem, złością i strachem?

Trochę mi się to gryzło z powszechnym stereotypem faceta-twardziela. Ale niemniej intrygowało i wzbudzało podziw, że oto jakiś mężczyzna zdejmuje swą zbroję i pisze, jak to ciężko funkcjonować. I nie tyle chodziło o cały świat, w sensie oczekiwań, że każdy od mężczyzny wymaga stalowych nerwów, kamiennej twarzy, zacnego zaplecza finansowego, czy pięknie wyrzeźbionego ciała. Tu problemem był testosteron. To on był winowajcą.

Sedno felietonu było mniej więcej takie, że mężczyźni są jak balonik, targany testosteronowym wiatrem. Ten okrutny hormon powoduje, że panowie każdy dzień zaczynają walką. Takie już ich przeznaczenie, być albo nie być samcem alfa. Żyją w ciągłym strachu, że ktoś zajdzie ich od tyłu. Albo, że będzie w czymś lepszy. I nie daj boże podniesie więcej ciężarów, zarobi więcej pieniędzy. Rywalizacja, ryzyko i nieustanny popęd seksualny są wpisane w męską naturę. Dla rozsierdzonych niniejszym wywodem napomknę, że wciąż przytaczam wspomniany wcześniej felieton 🙂

Czyli co, faceci (przynajmniej niektórzy) mają świadomość tego, że są właściwie więźniami hormonów? Czyż w takim wypadku nie powinni być bardziej tolerancyjni w stosunku do kobiet i ich humorów? Bo skoro oni są balonikiem, to my  chyba jesteśmy garścią piórek! Każdego dnia przecież walczymy z lawiną hormonów, które zmieniają w nas emocje, jak w kalejdoskopie.

Potrafimy rechotać ze śmiechu, by za chwilę popaść w przygnębienie. Płakać… ze szczęścia! I choć nie potrafimy żyć bez przyjaźni, zdarza nam się zielenieć z zazdrości. Ale też szukać dziury w całym, gdy wszystko jest w najlepszym porządku. Potrafimy odnaleźć w sobie siłę i nadzieję, podczas gdy świat wokół się wali. Nie akceptujemy „nie” jako odpowiedzi, kiedy widzimy lepsze rozwiązanie. Uśmiechamy się, gdy chce nam się krzyczeć. I choć to wszystko wzięte razem do kupy brzmi jak życie w obłędzie, to z całą świadomością mówię NIE, nie jesteśmy stuknięte. Nie jesteśmy też rozhisteryzowane, panowie baloniki. My po prostu jesteśmy labilne emocjonalnie! 🙂

Zatem, czyż w obliczu tak nieuchronnie działających hormonalnych sił, nie powinniśmy okazywać sobie więcej zrozumienia? Bo zwykle w tej walce z biologią i całym światem zapominamy o najważniejszym. O sobie. Warto mieć obok siebie osobę, która nam o tym przypomni, kiedy trzeba.

P.S. Jeśli ktoś odebrał dzisiejszy tekst jako słowną przepychankę pod tytułem “kto ma gorzej” – panie, czy panowie – uprzedzam, że zupełnie nie miałam takiego zamiaru 🙂

Dodaj komentarz

Top