Jesteś tu
Strona domowa > Polecamy > Kobieta do zadań specjalnych

Kobieta do zadań specjalnych

Matka, to kobieta wielozadaniowa. Ma jak hinduskie bóstwa ileś tam rąk, nóg i jeszcze dwie głowy. Bo to zawsze lepiej niż jedna. W moim domu zdarza mi się nawet rzucić kwaśnym “czy w tej chałupie to tylko ja mam łeb na karku?!”. Mimo to, jeśli kiedykolwiek pomyślałam o sobie, że jestem wielozadaniowa, cofam to. Bezdyskusyjnie. Dopiero, gdy zostałam mamą okazało się, że moje multitasking można między bajki włożyć. Teraz dopiero zaczęła się polka galopka.

Bo czym jest dobra logistyka z jednego końca Warszawy na drugi, w godzinach szczytu, w ciągu 45 minut? To pestka. Tak samo jak to, że nagle potrafisz wyczarować cały gar żarcia. Choć w szafce był tylko ryż, a w lodówce światło i pingwiny. To zupełnie nic wielkiego. Tak samo jak to, że w nocy spałaś jedynie 2 godziny, a od rana zaiwaniasz w robocie tak, że tylko głowa Ci podskakuje. Po południu natomiast, wciąż pełna werwy, sprzątasz chałupę, nim chłop zdąży wrócić z przerwy na poobiedniego fajka. Takie sobie phi! Pewnie chcesz zaatakować mnie pytaniem, że może wywabianie plam z czekolady na ślubnej sukni zrobi na mnie wrażenie?! Nie, nie zrobi. A może mistrzostwo w grze w bierki, z zasłoniętymi oczami? Też nie. Tak samo jak to, że wyjmujesz jajka ręką z gotującej wody i wychodzisz z tego bez szwanku. Ani to, że po ukąszeniu szerszenia, w kwadrans potrafisz pozbyć się opuchlizny. Wypchana różnościami torebka, w końcu do czegoś zobowiązuje!

Nie powiem, kiedyś przyznałabym sobie bez wahania medal za każdą taką umiejętność. Dziś jestem bogatsza o kilka doświadczeń i wiem, że to wszystko co o sobie myślałam potrzebuje opcji upgrade. Tak samo jak moje przestarzałe pojęcie słowa “matka”, które jeszcze do niedawna kojarzyło mi się ze śpiewaniem o kotkach, całowaniem w czoło i krzywym spojrzeniem, za śmierdzące dymem włosy. O bogowie, jakże świat potrafi się zmienić w ciągu zaledwie kilku chwil…

Wybaczcie mi! Wszystkie kobiety, które kiedykolwiek zganiłam, choćby w myślach, za jakiś bzdet. Wy, które jesteście matkami, żonami, siostrami, bizneswoman, czy bezrobotnymi. Dziś wiem, że posiadanie dziecka to zupełnie inny poziom wtajemniczenia. Bo czym jest logistyka, w porównaniu z teleportacją matki, która wracając z pracy w Mordorze, zahacza o sklep, omija remonty w Centrum, by ostatecznie wylądować pod przedszkolem? I jakby tego było mało, udaje się jej tam być kwadrans przed czasem!

Niczym specjalnym jest upitolenie śmieciówki na cały tydzień dla Ślubnego. Jak uczyła babcia, śmieciówkę można ugotować choćby na gwoździu, albo pełzającej sałacie. Spróbuj natomiast gotować dla kilkumiesięcznego wysublimowanego podniebienia. Najdalej na dwa dni. Za każdym razem coś innego. Pięć razy dziennie. Każdorazowo z przynajmniej jednym owocem lub warzywem. Bez zbytnich powtórek. Wszystko bio, eko, najwyższej jakości. Odgrzewane najwyżej raz, w niezbyt wysokiej temperaturze, bo przecież traci wartości odżywcze. Uśmiechaj się, przecieraj przez sitko, oblizuj, zachęcaj i wertuj entuzjastycznie Internet w poszukiwaniu nowych inspiracji. Wszystko to w przekonaniu, że kolejny raz Twoją pracę i starania najszybciej doceni pies. Oczywiście jeśli jesteś w jego posiadaniu. Jeśli nie, wyobraź sobie jak ja, że dokarmiasz biedną złotą rybkę, którą ktoś uwięził w klozecie. Mniej będzie Cię szlag trafiał…

Czym jest nieprzespana noc i aktywny dzień, w porównaniu z aktywną nieprzespaną nocą, i takim samym dniem? To, że Ty nie śpisz, to jeszcze nic. Ale nie śpi Twoje dziecko. Najpewniej też Twój mąż i najbliżsi sąsiedzi. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, jak można spać na siedząco. Teraz chodzenie we śnie, śpiewanie kołysanek, zmienianie pieluch w egipskich ciemnościach bez szkody dla pościeli, specjalne pozycje antykolkowe i taniec, jak przy zaklinaniu deszczu, uprawniają mnie, by powiedzieć “phi!”.

CZYTAJ TAKŻE:   Życzenia Wielkanocne

Sprzątanie. Wielkie mi co. Kiedyś krew mnie zalewała, jak na świeżo ogarniętą podłogę spadł choćby okruszek. Teraz wiem, że na odkurzonym najlepiej paćka się pulpety i rozmazuje makaron z sosem. W każdym kącie jest coś ciekawego do zjedzenia, co umknęło uwadze odkurzacza. Podczas gdy Ty nie spuszczasz oka z gorącego piekarnika, dziecko w tym czasie siedem razy wywali zawartość szafek kuchennych, powachluje deską przy sedesie, ubije masło szczotką klozetową, dwa razy zawiśnie na pralce, napije się perfum i zacznie zabierać się do butelek z chemią. Udowodni Ci, że mocowania półek z książkami są do niczego, tak samo jak zabezpieczenia w szafkach i Twoja przezorność. Do znudzenia będzie wynosiło buty, obgryzało sznurówki i farfocle z mopa. Będzie jeździło żelazkiem po podłodze, wychodziło na balkon w mgnieniu oka (zapomniałaś o nim, gdy wynosiłaś pranie). Aha, i będzie huśtać się na suszarce. Chować pod matą, którą specjalnie rozłożyłaś, by dzieciak nie bawił się na gołej podłodze. Misternie ułożyłaś zabawki. Ale po co to wszystko? Najdalej za 3 minuty znów będziesz sprzątać to samo. Kiedyś taka syzyfowa praca doprowadzał mnie do szału. Dziś to chleb powszedni, więc aktywnie ćwiczę głębokie wdechy.

Łazienkowe wyzwania, to moim zdaniem, jedne z trudniejszych. Jak tu ogarnąć mały zadek, który wygląda, jakby usiadł na słoik nutelli? A żeby było wesoło, w drodze pod prysznic nóżki zaczepią o wszystko, co spotkają na swojej drodze. Trzymasz dziecko, łapiesz w locie szczoteczki do zębów i mydło. Zauważasz, że lustro nad umywalką jednak nie wisi tak solidnie, jak Ci się zdawało. Wąż od prysznica jest przeszkodą nie do pokonania, kiedy chcesz wyciągnąć zadek z kąpieli. A może to łapki a la gekon? Nawet gdy to wszystko już jakoś zorganizujesz, czasem nie ma czym się wytrzeć. Bo wszystkie ręczniki są świetną okazją do obserwacji newtonowskich (fajnie robią pac do wanny). Więc lądują w wodzie, jeszcze podczas kąpieli. Mała wskazówka dla niewtajemniczonych. Nigdy nie wyrzucaj zużytych pieluch do śmietnika w łazience. Może czasem zdarza Ci się zostawić otwarte drzwi. I znów łapki gekona mają świetną zabawę. Śmietnik doskonale imituje kosz z zabawkami, w pomniejszonej wersji. Tylko z dużo gorszą zawartością. Ach! Jeszcze pranie! Czy ktoś też ma takie podejrzenie, że owoce i warzywa są w jakimś stopniu toksyczne? Nie? To dlaczego do cholery nic nie jest w stanie ich wywabić z ubrań?

Wcześniej wspominałam coś o bierkach. Ale to tylko preludium do obcinania paznokci u małych rączek. Szczególnie, gdy ich właściciel ma nadwrażliwość. Spróbuj też założyć i zawiązać czapkę. I do tego wszystkiego utrzymać ją na małej głowie przez choćby 2 minuty. Ha! A teraz najlepsze! Zrób sobie równe kreski na oczach i jednocześnie bujaj dzieciaka na nodze. To dopiero wyzwanie! Wysokie temperatury? Przestają być Ci straszne. Ja często moczę palce we wrzątku, przy mieszaniu makaronu. Albo z szybkości, razem z kotletem wkładam paluchy na rozgrzany olej… Szerszeń?! Co tam ukąszenia… Weź wyglądaj jak człowiek po porodzie!

Matko, kobieto wielozadaniowa… Jesteś wielka!

Dodaj komentarz

Top