Jesteś tu
Strona domowa > Dziecko > Maminy mandżur – czyli wychodzimy z dzieckiem z domu

Maminy mandżur – czyli wychodzimy z dzieckiem z domu

Nie jest żadną nowiną, że pojawiające się w życiu kobiety dziecko przewraca jej świat do góry nogami. Zaczyna władać maminym czasem, snem, jadłospisem, pracą i – z czego może nawet nie zdajemy sobie sprawy – torebką. Od pierwszych minut swojego życia, aż na długie dłuuugie lata.

Torba mamy
www.aliexpress.com

Mamę noworodka, czy nawet niemowlęcia w plenerze, w pięknych lub codziennych okolicznościach przyrody od jucznego osła, odróżnia tylko pchany przed sobą wózek z lokatorem. Poza tym, niezależnie od urody nie różnimy się niczym od tybetańskich tragarzy. Zwłaszcza “z torebki”.

Chwaląc głośno postęp cywilizacyjny i to, że nie musimy ani dzieci targać na plecach ani ich ekwipunku na głowie,
zamieniamy swoje Chanelki, Korsówki, inne Obagi na dołączone do wózków torby na wszelkie dziecinne “przydasie”.

Ponieważ mamy chcą być modne niezależnie od posiadanego potomstwa, producenci tego typu asortymentu prześcigają się w modelach i wzorach niemowlęcych toreb. W tej chwili można być bardzo trendy, z torbą dołączoną do wózka, w cenie wcale nie niższej, od odepchniętej na boczny tor Chanelki.

Co bardziej zakamuflowane – upychają wszystko w zakupowych koszach pod wózkiem, stwarzając pozór matki nieobjuczonej.

Wszystkie te torby łączy jedno – pojemność. Są zaprojektowane tak, by młodej mamie zapewnić komfort spaceru/wyjazdu/wyjścia z dzieckiem. Nie są to zgrabniuchne puzdereczka, listonoszki, portfeliki. To są torby monstra, Godzille wśród toreb.

Oprócz podstawowej swojej funkcji, są również specyficznym identyfikatorem matek. Z taką torbą to się człowieka-matki nie pomyli z nikim innym w parku czy na Placu Zabaw. Jak Wam śmignie gdzieś w parku człowiek z bagażem większym niż on sam i na gołe oko widać, że to nie handlarz chińskimi skarpetami, to za pewnik możecie brać, że oto po parku spaceruje matka z dzieckiem.

Zwrócić się można wtedy do takiego osobnika z prośbą o pomoc wszelką, bo czeluść tego bagażu mieści w sobie niemal wszystko, co człowiekowi zapewnia pomoc i przetrwanie w poza domowej dżungli życia.

Im człowiek mniejszy, tym więcej potrzebuje…

Jak świat światem wiadomo niestety, że im człowiek mniejszy, tym więcej potrzebuje. Tak więc, torebka niemowlęcej mamy, choćby była najbardziej fancy, trendy, cool i dżezi, niewiele różni się od ekwipunku himalaisty, a jej zawartość spokojnie można porównać z wyprawą hordy tatarskiej pod Wiedeń.

Na początku naszej macierzyńskiej drogi, chcąc być przewidywalne, przechytrzyć niespodzianki jakie fundują nam nasze dzieci, w takich torbach mamy pieluchy, wszelkiego rodzaju chusteczki, zmianę odzieży na lżejszą bądź cieplejszą, dodatkowy kocyk, matę do przewijania, zapasowy smoczek i mleko.

O ile mama karmi piersią, o tyle ma lżejszy mandżur. Bowiem, jeśli dziecko pożywia się mlekiem modyfikowanym, potrzebujemy jeszcze kubek termiczny z gorącą wodą, odpowiednią mieszankę, butelkę ze smoczkiem i tetrową pieluchę “na wypadek”. Im bardziej spokojne dziecko, tym mama może pomyśleć o sobie zabierając jeszcze książkę, gazetę jaką lubi i telefon.

Czy wyjściowy bagaż mamy będzie malał?

Naiwnie wydaje nam się, że z czasem ten wyjściowy bagaż podręczny malał będzie. Najpierw może, jak przestanie żywić się głównie mlekiem, potem może, jak przestanie używać pieluch. Należy jednak mieć świadomość, że jedne pozycje z tego asortymentu, ustępują miejsca innym. Tak oto matka dzieci w wieku 2 i 3 lata, wybierając się na plac zabaw oddalony od domu o 2 ulice targa bagaż równy wycieczce na egzotyczne wczasy.

Niejednokrotnie, latem czułam na sobie zazdrosne spojrzenia przechodniów wracających z pracy. No bo wiecie, ja w szortach dzieci czyste, na garbie bagaż – na oko dwa tygodnie wczasów dla naszej trójki – jak nic!

Wszystko oczywiście zależy od tego na jak długo i jak daleko od domu wybieramy się z dzieckiem. Ja – zabieram ze sobą: zmianę odzieży dla każdego z dzieci łącznie ze skarpetami, majciory (bo jedno dziecko mam odpieluchowane), pieluchę (bo jedno jeszcze jest nieodpieluchowane), worek na tę zużyta pieluchę.

Chusteczki: higieniczne oraz mokre, żel antybakteryjny. Niosę też kosmetyczkę “pierwszej pomocy” w której mieszkają plastry wielkości wszelkiej, w zachęcający zwierzęcy deseń, gaziki nasączone odkażaczem, suche gaziki jałowe, jednorazowe nakładki na toaletę. Obowiązkowo wodę i jakąś przekąskę. W okresie letnim dźwigam również piłkę footbolówkę, sprzęt małego budowlańca babek z piasku oraz kredę, do bazgrania po boisku.

Moje dzieci czasem noszą odpowiednio: wózek dla lalki i rowerek biegowy. W jedną stronę opiekują się tym same, w powrotną zawsze ja. Wyglądając nadal jak tragarz albo człowiek w stanie generalnej przeprowadzki. Oczywiście zawartość tego bagażu zmienia się wraz z porą roku i zależna jest od czasu jaki zamierzamy spędzić poza domem. Ale skompletowanie go i posiadanie bardzo ułatwia życie.

Taki mandżur mam w przedpokoju – co wszem i wobec serdecznie polecam. Co jakiś czas uzupełniam braki , albo wymieniam odzież. Mogłabym chodzić bez tego wszystkiego, ale bardzo nie lubię jak cokolwiek mnie zaskakuje, a dzieciom przerywa zabawę. To jest jedyny czas w ciągu dnia, na obustronny relaks ich i mój. Nie ma zatem powodu, by nagłe potrzeby fizjologiczne, czy zdarte kolano psuły nam ten regeneracyjny czas i zmuszały do powrotu do domu.

Próbowałam spacerować wyłącznie z kluczami od domu schowanymi do kieszeni i telefonem. I to się nie sprawdza nawet na spacer do lasu, bo zawsze znajdzie się taka historia, która zechce się wydarzyć i nieprzygotowaną matkę zaskoczyć.

Jeśli na placu zabaw uformuje się stała i lubiąc się wzajem frakcja mam i dzieci, czyli taka codzienna banda, można się organizować. Mając wzajemny szacunek dla koleżeńskich kręgosłupów, podzielić się tym asortymentem pobocznym nazwijmy go rozrywkowym. W ten sposób wszystkie nie będziemy musiały nosić wszystkiego.

Przywykłam już do roli tragarza i nie mam w zwyczaju narzekać, ale nieustannie zaskakuje mnie ilość rzeczy potrzebnych takim małym ludziom w sytuacji poza domowej. Tym bardziej, że mnie na tym placu zabaw potrzeba tylko kubka z kawą i butelki z wodą.

fot. główne: aprilgolightly.com

Dodaj komentarz

Top