Jesteś tu
Strona domowa > Polecamy > Pożegnanie z urlopem

Pożegnanie z urlopem

Jego końcowa data przez ponad rok majaczyła w oddali jak statek-widmo – a dziś ten statek jest już przy brzegu i nieuchronnie na mnie czeka… To nie był zwyczajny urlop, długa przerwa w pracy, reset – ale bezcenny kawałek życia w tempie super slow, za którym będę tęsknić mimo wszystkich jego niewinnych wad.

Bywały takie dni, w których marzyłam o jakimś przełomie dziejowym – albo żeby chociaż kaktusy mi powiędły albo rosół wykipiał, żebym mogła powiedzieć: To był wystrzałowy, pełen wrażeń dzień! Lecz niestety, opieka nad niemowlakiem, nawet najbardziej wymagającym, moim zdaniem pozostawia czas zarówno na dopilnowanie zupy, jak i dopieszczenie hodowli roślin domowych, regularne porządki w szufladach, prasowanie, pranie, gotowanie dań drugich i trzecich… Mimo wszystkich tych szaleństw zaradnej pani domu, miałam jeszcze czas na główną atrakcję, czyli długi spacer z małym, połączony z zakupami i gapieniem się na wystawy tych sklepów, do których nie da się wjechać wózkiem. A potem jeszcze dwie, trzy, czasem cztery godzinki do pojawienia się w domu człowieka, który mówi coś więcej niż monosylaby, który coś powie o ludziach i świecie zewnętrznym większym niż moje matczyne, osiedlowe terytorium…

Oczywiście mogłam wcześniej wrócić do pracy, skrócić urlopowe pseudomęki dłużących się, jednostajnych dni wypełnionych opieką nad maluchem i domem – ale świadomie nie chciałam. To były bezcenne miesiące czystego rodzicielstwa, których nic nie powinno zaburzać ani rozpraszać, czas tylko dla nas, dla domu właśnie, dla budowania wspólnego świata, z którego będziemy czerpać energię na przyszłość.

W tym czasie nieraz słyszałam, że nam, babom na macierzyńskim, tak dobrze, bo spokój, nic nierobienie, wieczne wakacje… Właściwie coś w tym jest! 🙂 A tak serio, każdy czas ma swoje dobre i złe dni, ważne, by przeżywać go świadomie i czerpać z niego dobre doświadczenia i najmilsze wspomnienia.

Powtórzę zatem za Edytą Geppert – nie, nie żałuję, przeciwnie, bardzo ci dziękuję, urlopie:

Za to, że tak długo, blisko i intensywnie mogłam być z moim synkiem.
Za to, że perfekcyjna pani domu może mi teraz buty i szklanki czyścić.
Za to, że poniedziałki były neutralne, a środy ekscytujące, bo wtedy robiliśmy cotygodniowe wyprawy do kina.
Za dużo czasu, za którym będę tak bardzo tęsknić.
Za długie spacery, godziny z lekturą, nudę przed telewizorem i drzemki w dzień.
Za święty spokój od ludzkich spraw i sprawek.
Za każdą minutę, w której mogłam spokojnie patrzeć, jak moje dziecko radośnie rośnie.
Chapeaux bas!

fot. yourtango.com

Dodaj komentarz

Top