Jesteś tu
Strona domowa > Polecamy > Smaki dzieciństwa

Smaki dzieciństwa

Myślałam, że ten krążący po sieci tekst, o zatrważającej ciszy, jest tylko dowcipem. No wiesz, ten, że gdy w domu jest niepokojąco cicho, to na pewno Twoja pociecha już oblizała buty, udusiła kota, pomalowała tapety, a teraz pije wodę z kibla.

O losie, jakże byłam naiwna! Zupełnie jak wówczas, gdy starałam się robić wszystko, by dzieciak dostawał tylko to, co najlepsze. Szczególnie jeśli chodzi o jedzenie. Czyli produkty zazwyczaj eko. Myte w sodzie, occie i jeszcze Bóg wie czym. Wszelki Księciowy stuff dokładnie wymyty i wyparzony. Ubranka prane tylko w specjalnym proszku. Kosmetyki też wzięte pod lupę, o składzie tylko i wyłącznie idealnym. Normalnie cud, miód i orzeszki w polewie.

Tymczasem…

Dowcip przestał mnie śmieszyć i obrzydzać, gdy stał się codziennością. Nawet nie wiem kiedy. I tak oblizywanie butów już mnie nie dziwi. Tak samo jak ciumkanie sznurówek. Choć dalej mam lekkie opory przy obgryzaniu fleków i lizaniu podeszwy. Szczególnie teraz, gdy ludziskom z psami trudno wyprowadzić pupila dalej na spacer, niż na najbliższy chodnik. Skoro już jesteśmy przy lizaniu, Mały nie przepuścił nawet kółkom w wózku… po spacerze w uroczy dżdżysty dzień. Pralce też się nie udało. Dosłownie chwila mojej nieuwagi (rzut oka na ustawienie odpowiedniego programu i naciśnięcie start) wystarczyła, by wcisnąć ciekawskie paluszki do szufladki z proszkiem w celach konsumpcyjnych.

O braniu do buzi szufelki z tej obleśnej strony, już kiedyś pisałam. Tak samo jak o próbowaniu farfocli z mopa. Spijaniu perfum i jedzeniu wszystkiego z podłogi też. Podniebienie mojego Pierworodnego jest na tyle wysublimowane, że nie zawsze udaje mi się je zaspokoić jakimś wykwintnym daniem. Szczególnie jeśli nie jest to pomidorowa, ogórkowa ani grzanka z pomidorowym hummusem (nasz autorski przepis). Natomiast surowe ziemniaki, jeszcze utytłane w ziemi, smakują wybornie. Tak samo jak łuski z cebuli, czy płatki owsiane spod szafki. Podobnie jest z napojami. Co tam świeżo wyciskany sok! Nic tak nie smakuje jak woda z klapka, albo pokąpielowe resztki na wannie.

CZYTAJ TAKŻE:   Czy Twój dom jest bezpieczny dla dziecka?

Największe pole do popisu daje kuchnia i łazienka. W kuchni ilość kombinacji jest skończona. Oznacza to, że po remanencie w szafkach, urwaniu szuflady, bujaniu się na drzwiach, rozsypaniu przypraw i wszystkiego co ma pudełko, rozmrożeniu lodówki z zamrażarką i przeglądzie śmietnika, wchodzenie do piekarnika i włączanie go, jest już oznaką pomysłów na wyczerpaniu. Niestety z łazienką nie ma takiego luksusu. Tam kreatywność dziecka potrafi sięgnąć zenitu i przyprawić rodzica o palpitacje serca. Bo żadne inne pomieszczenie w domu (włączając w to salon obstawiony zabawkami pod sam sufit) nie jest tak kuszące. Pralka to istna skrzynia skarbów. Można z niej wyjmować brudy do woli i pakować zamiast tego zabawki. Albo włączać pranie, zanim Mama włoży szufladkę z proszkiem (który trzeba potraktować jak wyżej) by cieszyć się basenem na podłodze. Można też rozwinąć i porwać na strzępy całe opakowanie papieru toaletowego. W końcu nic tak nie cieszy jak białe kupki do przerzucania z kąta w kąt. Można też wrzucać buty do wanny, szklaną wagą robić brrruuum i tak machać mopem, żeby wszystko co nieosiągalne spadło wprost do ciekawskich łapek.

Jeśli zastanawiasz się, co robię, gdy mój Mały tak szaleje, to powiem Ci, że zawsze jestem obok. Wystarczy, że na chwilę odwrócę wzrok. Zamieszam w garnku, ustawię pranie, albo odstawię coś na swoje miejsce. Wszystko to dzieje się w mgnieniu oka. Zupełnie jak wtedy, gdy wyjęłam Małego z klozetu. Co tam robił? Majstrował przy żelowym kwiatku. Nie, nie zjadł go od razu. Zdążyłam go przechwycić do mycia rączek. Ale zanim wypłukaliśmy paluchy, udało mu się oblizać rączki. Nie tylko pełne żelu, ale i mydła. I pomyśleć, że mi dzieciństwo kojarzy się z szarlotką Babci i kompotem z rabarbaru… A Tobie?

Dodaj komentarz

Top