Jesteś tu
Strona domowa > Akcesoria dla dzieci > Zabawkowy raj

Zabawkowy raj

Sensoryczne, interaktywne, drewniane, pluszowe, odrzutowe… Zabawkowy raj kwitnie, pokus nie brakuje ani dla noworodka, ani dla starszaka. Choć mieszkanie tonie w grzechotkach, wciąż przybywają nowe kolorowe cudeńka, a salon pokonać można wyłącznie slalomem. Brzmi znajomo? Niepokojąco? Strasznie? Spokojnie, to tylko szał zabawek, w którym utonęła prawie każda mama

Gdy rodzi się maluch, chcemy być najlepszym na świecie rodzicem, więc dajemy mu wszystko, co najlepsze – najdoskonalszy gatunkowo kocyk, najpiękniejsze ubranka, najpierwsze na rynku gadżety. W kwestii zabawek zapał jest chyba wręcz podwójny, bo przecież zabawki, zwłaszcza superhipernowoczesne, wynalezione przez ekspertów, testowane przez setki dzieci, wspomagają rozwój. A który rodzic nie wspomoże rozwoju swej latorośli? Który nie kupi, nie podda się presji i zaryzykuje, że jego skarb nabędzie jakieś rozwojowe deficyty, bo nie ćwiczył alfabetu z gadającym misiem? Może znajdą się tacy, ale śmiem twierdzić, że w mniejszości albo z wielodzietnym doświadczeniem. Śmiem też twierdzić, że każda początkująca matka ma tendencje do powiększania skarbca.

Po pierwsze, przemysł dziecięcy hula w najlepsze i rozbuchuje apetyt, a po drugie, maluch szybko się nudzi i pragnie nowości. Żadnej zabawki raczej nie obdarzy miłością na zawsze, co jest zrozumiałe i prawidłowe, zważywszy rozwój i zmieniające się potrzeby. U nas pierwszym przyjacielem był różowy Dinuś, jedyny zresztą poważany spośród podobnych stworów, dziś zapomniany na rzecz takich cudów, jak: sorter (prawdziwy hit, chyba na dłużej), piłki w stu odsłonach (polecam lekkie, kolorowe i tanie basenowe piłeczki, cios nie boli i nie dewastują mebli), gadający telefon (zamiast smartfona ;)) oraz książeczki z tą o instrumentach muzycznych na czele. Z wielkiego kosza wybrałabym jeszcze może pięć, które obdarzane są przez właściciela jakąkolwiek uwagą, reszta już chyba przeminęła z wiatrem albo wręcz nigdy nie doczekała się atencji. Może powędrują kiedyś do innego dziecka, które trud producenta i zdanie ekspertów uszanuje, czego im serdecznie życzę.

Jakkolwiek bogaty i różnorodny jest zabawkowy arsenał, ma poważną konkurencję – przynajmniej w świecie niemowlaków. Przedmioty codziennego użytku, opakowania, serwetki i skarby z damskiej torebki potrafią zafascynować nie mniej niż plastikowe klocki czy migające maskotki. U nas nudne spacery ratowały grzechoczące miętówki w przezroczystym pudełku, a plastikowe butelki z odrobiną wody wirowały w małych rączkach niczym kalejdoskop. Tetrowa pielucha okazała się kluczem do zabawy w „a-kuku”, a plastikowa rolka po ręczniku papierowym trąbką lub też pałką do walenia w ścianę.

Dobra zabawa nie zależy od narzędzi, ale od pomysłu… a w tym zawsze pomoże mama – interaktywna, wielofunkcyjna, której nigdy nie kończą się baterie. 😉

Polecamy także:

Dodaj komentarz

Top