Jesteś tu
Strona domowa > Polecamy > Macierzyński w dwóch odsłonach

Macierzyński w dwóch odsłonach

Moja koleżanka wciąż dawała upust swym emocjom, jak to potwornie nudzi się i męczy, siedząc w domu. Bo dzieciak ciągle utytłany, do ogarnięcia, głodny, z brudną pieluchą. A chałupa sama się nie sprzątnie, zakupy nie zrobią, a obiad nie ugotuje. “Mówię ci, tragedia ten macierzyński” – lamentowała. Efekt gorzkich żali był taki, że przed porodem obgryzałam paznokcie w obawie o mój dobrostan psychiczny. Bo jak tu nie zwariować, jeszcze się uśmiechać i śpiewać o kotkach na dobranoc, gdy Armagedon blisko? 

Bałam się tych zmian, więc na wszelki wypadek nie głosiłam wszem i wobec swojego zadowolenia i dobrej myśli na zaś. Ale, ponieważ nie należę do tych, co siedzą i lamentują, zaczęłam snuć plan B. Tak na marginesie, plany awaryjne, to moja specjalność.

Gdy spadł na mnie syndrom wicia gniazda, z całych sił oparłam się pokusie wychuchania wszystkiego. Została witryna ze szkłem i okna. Tak na wszelki wypadek. Gdybym na gwałt potrzebowała terapii zajęciowej, jako odskoczni. Albo bodźca wywołującego poród.

Po przekopaniu sieci pod kątem najgorszych wariantów porodowych, researchu, co jeszcze może być must have w pierwszych dniach po rozwiązaniu, i wyczyszczeniu pamięci w telefonie, przyszedł czas na określenie konceptu, co do macierzyńskiego. Co zrobić, żeby nie zwariować w tych wszystkich kupkach, papkach i kolkach. Spostrzeżenie nr 1: brak oczekiwań obronił mój dobrostan psychiczny. Bo niby tak się gada i gada, a większość myśli o początkach macierzyństwa, jak o wielkiej bezie i sielance. Ja obstawiałam hardcore, ale bez wnikania w szczegóły, więc obyło się bez czarnowidztwa. Spostrzeżenie nr 2: Pierwszy raz w życiu okazało się, że inni mają gorzej. Po rozmowach z innymi młodymi matkami doszłam do wniosku, że ich dziecko gorzej przechodzi kolkę, głośniej krzyczy, mniej śpi, a poród był gorszy i cięższy niż mój.

Co do siedzenia w domu – zadania są podzielone. Ok, jak świat światem, zawsze będą zwolennicy i przeciwnicy. Tak i w przypadku macierzyńskiego. Część kobiet się w nim odnajduje, a część odlicza dni do powrotu do pracy. I choć mi w roli kury domowej jest całkiem dobrze, to rozumiem też, że siedzenia w domu można po prostu nie lubić.

Ja akurat staram się wykorzystać czas urlopu macierzyńskiego. Dużo czytam i jeszcze więcej piszę. Nie spotykam się może aż tak często ze znajomymi, ale częściej niż kiedyś chadzam na spacery. Poukładałam, nie tylko w szafach, ale i w swojej głowie. Samo niestety to nie przyszło. Narobiłam się, jak baba w rzece przy waleniu kijanką…

Więc… Konkluzja jest taka, że są dwa warianty. Wariant nr 1: możesz chodzić i jęczeć, marudzić, dostać depresji, albo pozbyć się znajomych (każdy ma swoje troski i zmartwienia, więc po co mu cudze do kolekcji?). Wariant nr 2: możesz wykorzystać ten czas produktywnie. Jakieś pomysły? Proszę bardzo! Zacznij odkurzać swoje pasje. Wiem, czas na nie poświęcony nie będzie zbyt duży. Na pewno będzie też poprzecinany tysiącem przerw na jedzenie, zmianę pieluchy, przytulanie i tysiące innych rzeczy. Ale wróć do miłości sprzed lat, a poczujesz wiatr we włosach. Nim się obejrzysz, a czasu jakoś zrobi się więcej. A Ty odpoczniesz od codzienności. Złap książkę z półki, którą do tej pory tylko dopychałaś nowymi pozycjami. Przeczytaj stronę, rozdział… Zobaczysz, wieczorem znów przeczytasz kilka zdań. Zawsze też możesz włączyć audiobooka (to opcja dla szczególnie zajętych, ale zdeterminowanych).

Gdy wrócą domownicy, oddaj stery. Wyjdź sama na spacer. Tylko nie grzeb w telefonie i nie zastanawiaj się, co zastaniesz po powrocie! Bądź tu i teraz. Deleguj zadania. Doprawdy, inni też potrafią robić zakupy, ogarnąć łazienkę albo wstawić pranie. Daj się więc wykazać.

Raz w tygodniu poukładaj w innej szafce. Wyrzuć to, co zbędne. Zobaczysz, uporządkowana przestrzeń relaksuje. Zawsze marzyłaś o nauce włoskiego? Świetnie! Odpal podcasty. Chcesz zrzucić parę kilo? Nie musisz zaraz biec na siłownię. Wejdź do sieci i poszukaj filmów instruktażowych. Przekonasz się, jaką frajdę ma bobas, gdy mama zaczyna skakać obok.

Zastanów się nad rytuałem. Może dobra kawa z rana? Albo pyszne śniadanie? Weź pod uwagę, że będziesz jadła zimne :), więc dostosuj pyszność do okoliczności. Codziennie spraw sobie jakąś przyjemność. Ważne spostrzeżenie: nie myśl starymi kategoriami. Dłuuuga kąpiel przy świecach raczej będzie ciężka do zrealizowania. Ale prysznic z doskonałym olejkiem, to też coś. Poproś chłopa o masaż. Niech widzi, że nie jesteś tytanką, tylko kobietą z krwi i kości, którą też dopada zmęczenie.

I odpuść sobie. Perfekcjonizm. Zapięcia pod szyję. Gonitwę za rozmiarem 0. Paplanie ciotki Zosi. Nawet ten porządek w szafkach i odgrzewane kotlety z weekendu. Nie zapominaj o sobie. Bądź spokojna i zaopiekowana, a taki też będzie Twój maluch. Daj sobie przestrzeń do bycia sobą. W końcu gdyby nie Ty, nie byłoby malucha, ani całego rabanu. Pamiętasz? Marzyłaś o tym. Nim się obejrzysz, siedząc w pracy, zaczniesz tęsknić. Za tym słodkim bałaganem.

Dodaj komentarz

Top