Jesteś tu
Strona domowa > Aktualności > Nietrafione prezenty

Nietrafione prezenty

Niedługo Święta. A za chwilę majówka. Świetna sprawa. Cud, miód, jajka w majonezie, wypady za miasto i spotkania z rodziną. Właśnie, spotkania. Te mają to do siebie, że kiedy widzisz się po długiej przerwie z krewniakami, nie wypada wpaść z koszykiem na gotowe. Warto mieć ze sobą choćby kawałek kiełbasy, coś na jej lepsze strawienie, i przede wszystkim – coś dla dzieci. I tu zaczyna się zabawa.

Bo za każdym razem pytanie jest jedno: co kupujemy dzieciakom? I odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Bo nie wystarczy szarpnąć się na jajko niespodziankę i sikawki na dyngusa. Lepiej mieć w zanadrzu coś bardziej oryginalnego i sprofilowanego pod małe, kiełkujące gusta.

klocki

Jakieś planszówki? Niestety, obserwacje mam takie, że narybek rzadko docenia takie paleolityczne (bo nieinteraktywne) zajęcia. Klocki? Jest ich tyle, że można wybudować dom, w skali 1:1. Hałasujących sprzętów nie będziemy fundować, ze względu na rodziców. A nuż się kiedyś zrewanżują! Piłkę już kupiliśmy. Zdalnie sterowany traktor, też. Tak samo jak jeszcze kilka gadżetów, które dość szybko się nudzą, i najdalej po kilku dniach, trafiają do pudła “na potem”.

A może książeczka?

To może książeczki? Ale szybko sobie przypominam, że nie wszyscy są urodzonymi literatami. Pewnie teraz wytrzeszczasz oczy, jak książki mogą być passé?! Ale zdradzę Ci, że znam osobę, która rozpłakała się rzewnie, gdy dostała książkę na urodziny!! I całe swoje dzieciństwo powtarzała, że książka to najgorszy gift ever. Więc są i tacy…

To może… (i tu padła cała litania pomysłów). Wszak jako fajna ciocia i fajny wujek, chcielibyśmy przywieźć coś, z czego dzieciaki będą mieć frajdę. W tym momencie naszło mnie na wspominki rodzinne, z (nie)udanych prezentów właśnie. Była tego cała masa, więc przytoczę tylko kilka.

Naszą domową klechdą jest ta, z 18-stki mojej Mamy. Nie będę się zbytnio wdawać w klimat, bo każdy wie, jaka jest myśl przewodnia tej imprezy. Jednym słowem rock’n’roll pulsujący w skroniach, i płuca pełne gorzkiej dorosłości. I wtedy pojawia się ona – koleżanka, ze swoim wysublimowanym prezentem – kompletem (jakże słodkich) gryzaków dla niemowląt. Zawsze przy tej rodzinnej opowieści zastanawiałam się, czy prezent miał być na zaś? Czy na od… odczepnego? 🙂

Aby tradycji stało się zadość, moja Siostra też została obdarowana na któreś urodziny, dość zacnym prezentem. Tym razem był to porcelanowy zwierzak, obklejony futrem. Mam nadzieję, że brzmi to tak samo, jak wyglądało. A jeśli Twoja wyobraźnia nie dogoniła mojej, to powiem dosadniej – to wyglądało, jak wykopana spod ziemi, zmurszała kość naszego psa. Tyle, że do postawienia na półce, a nie do zakopania pod krzakiem w ogrodzie.

Ach, te nietrafione prezenty…

Ja takich udanych prezentów dostałam całą masę. Od bluzki z frędzelkami (och, nietrafionych ubrań dostałam całą szafę, ale w niczym nie wyglądałam jak żywy mop!), przez duszące perfumy (to chyba była linia Być Może Bełchatów), szpitalną kosmetyczkę z wyposażeniem (brakowało w niej jedynie irygatora), aż po… pudełko (widać opakowanie samo w sobie też może być prezentem).

Mając tak bogate doświadczenie w byciu obdarowywaną nietrafionymi prezentami, poświęcam sporo czasu na to, by moje prezenty nie budziły w kimś uczuć, które mną miotały. Choć obie z Siostrą opanowałyśmy do perfekcji wstrzymywanie oddechu, dobrze maskujące rozczarowanie i zdegustowanie, które ostatecznie miało przybrać rolę zachwytu. Bo to jakby w kole fortuny wygrać nagrodę główną – bidon i pompkę do roweru.

perfumy

fot. główna: theodysseyonline.com

Dodaj komentarz

Top