Jesteś tu
Strona domowa > Aktualności > Porzucona strefa komfortu

Porzucona strefa komfortu

Cieszę się, że mój Berbeć jest już dorodnym Urwisem. Że potrafi, rozumie i ma swoje zdanie. Tylko czy ten zachwyt nie przysłania mi przypadkiem granic, których tak bacznie miałam strzec?

Ostatnio zastanawiam się nad tym, czyje jest na wierzchu? Bo… Jesteśmy na etapie eksperymentu i manipulacji. Wiecie, sprawdzę, czy ta breja (co obciekała Tacie z butów, po powrocie z pracy) rzeczywiście jest be? Albo: co zrobi Mama, gdy wrzucę jej do wanny rolkę papieru? Bądź: jak szybko przybiegną rodzice, gdy nagle zrobi się cicho (w końcu zdążyłem się już wdrapać na stół po piloty i czekoladę)?

Jeszcze do niedawna byłam przekonana, że najwięcej do powiedzenia w naszym domu mam ja i Ślubny. Teraz spadły mi już klapki z oczu. Stało się to wówczas, kiedy zobaczyłam reakcję mojej Mamy na opowieść o zasypaniu łazienki mąką (kto powiedział, że piasek kinetyczny jest niezastąpiony?). To przerażenie, które w ułamku sekundy odmalowało iście dantejski obraz w jej głowie, szybko wysłało mi przekaz myśli “Zwariowałaś?! Kto to sprzątał?!?”. Dało mi to do myślenia. Bo jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie wiem, czy byłabym tak otwarta na eksperymenty łazienkowo-kuchenne. Teraz największy problem z nimi mają moi rozmówcy. Najpierw wyobrażając sobie ogrom zniszczeń, a później zastanawiając się nad techniką ogarnięcia chaosu w kilku krokach. Na mnie to już takiego wrażenia nie robi, że macham szczotą albo rurą od odkurzacza X razy dziennie. Dziecko przynajmniej jest zadowolone, dostymulowane (pozdrawiam wyznawców Montessori), a ja mam 20 minut spokoju.

Czego się nie robi dla osiągnięcia tych wyżej wymienionych 3 punktów? Powiem Wam. Pozwolisz dziecku rozsypać po kuchni kaszę z płatkami owsianymi i wpychać wszystko zmiotką pod szafki, imitując sprzątanie. Zrobisz z Małym karmnik dla ptaków, choć ptaszyska zawsze przyprawiały Cię o białą gorączkę.

CZYTAJ TAKŻE:   55% uczniów klas 0-III nosi za ciężkie plecaki

Poprawka, ich wrzaski bladym świtem, tuż pod Twoim oknem, i obrobione parapety z balkonem (weź teraz wysusz pranie na słońcu). Wpuścisz małe stopy na kuchenny blat tylko po to, żeby mogły wyrobić ciasto na bułki. A gdy już będzie gotowe, zachęcisz do własnej inwencji, stosując metodę paluszka “dziug-dziug”. Przecież bułki a la kluski śląskie smakują najlepiej. Nie będziesz też miała oporów przed robieniem z podpasek naklejek na kafelki w łazience. W końcu kiedyś musisz ogolić nogi.

Zastanawiając się dłuższą chwilę nad odpowiedzią, kto tu właściwie rządzi, doszłam do wniosku, że nie o wpływy tutaj chodzi. Tylko o asystowanie przy poznawaniu świata i eksperymenty w kontrolowanych warunkach. Fakt, pozwalamy Małemu na wiele. Ale dzięki temu, gdy patrzę na niego w akacji wiem, że w życiu sobie chłopak poradzi. Już teraz prowadzi nas za rękę do łazienki, bo nadszedł czas na kąpiel. Wie, jak używać suszarki. Jak zrobić jaja (czytaj halo) do dziadków. Jak włączyć konsolę muskając pada (ja wciąż tego nie opanowałam). Umie wstawić pranie, zmielić kawę i upiec magnesy na lodówkę na amen. A to wciąż tylko wierzchołek góry lodowej!

Czyli cały raban o wpływy, to tak naprawdę ciśnienie na porzucenie strefy komfortu. Moja sukcesywnie wystawiana jest na próbę. Więc kto wie, może niebawem szlag ją trafi? Ale co tam mój komfort! Co tam porządek na chacie! W końcu remont za pasem 🙂

Dodaj komentarz

Top