Jesteś tu
Strona domowa > Dziecko > Życie bez dziecka, czyli Synku, gdyby Cię nie było…

Życie bez dziecka, czyli Synku, gdyby Cię nie było…

wychowanie dziecka

Pewnie miałabym więcej wolnego czasu. Byłabym szczuplejsza i smuklejsza. Codziennie robiłbym staranny makijaż i 3 rzeczy tylko dla siebie. Mogłabym przez godzinę zastanawiać się, co na siebie włożyć. Albo cieszyć się ciszą, wracać nad ranem, pić spokojnie kawę i objadać się batonikami. Zapewne miałabym w domu więcej wolnego miejsca, samochód bez tony okruszków na tylnym siedzeniu, więcej pieniędzy na swoje zachcianki i świadomość, że przecież mogę wszystko.

Gdyby Cię Synku nie było, byłabym kimś innym. I owszem, miałabym więcej czasu. Czasu, który można marnować w nieskończoność. Bo kto z nas nie zna tego uczucia, gdy trudno się zabrać do zrobienia jednej jedynej rzeczy w ciągu dnia. Więc czy rzeczywiście ten czas byłby lepszy? Czy naprawdę byłoby go więcej?

Czy byłabym szczuplejsza i smuklejsza? Tego nie wiem na pewno. Wiem za to, abym mogła za Tobą Syku nadążyć, muszę się nieźle nagimnastykować. A to w ogólnym rozrachunku wychodzi na plus. Yyy to znaczy na minus, jeśli chodzi o zbędne kilogramy. Poza tym, od momentu Twojego przyjścia na świat inaczej patrzę na swoje ciało. Jest dla mnie trochę… bohaterskie. A przecież bohaterowie zawsze wyglądają wyśmienicie. Więc tego się trzymajmy 🙂

Co z makijażem? Ten kto mnie zna wie, że robię go prawie zawsze. Odpuszczam tylko na urlopie. Dzięki Tobie Synku, potrafię go zrobić w kilka minut! Sprawność nie do osiągnięcia, jeszcze kilka lat temu. A jeśli chodzi o robinie rzeczy tylko dla siebie, to owszem staram się o nich pamiętać. Ale pamiętam też, że czas spędzony z Tobą jest też moim czasem. Więc cieszę się nim, póki jeszcze chcesz go ze mną dzielić.

Wychowywanie dziecka to ciężka bitwa z ciuchami

Z ciuchami stoczyłam ciężką bitwę. Nareszcie nauczyłam się z nimi rozstawać. Dzięki temu, a właściwie dzięki Tobie, bo samochody gdzieś upychać trzeba (tak, w szafie między ubraniami znalazłam tajne parkingi), mam więcej miejsca. A godzinę przed szafą zamieniłam na godzinę leniuchowania z Tobą w łóżku. Na łaskotki i gimnastykę kota. Albo niespieszne śniadanie. Albo śpiewanie w samochodzie naszych ulubionych piosenek w drodze do przedszkola. Czyż to nie jest lepsza opcja dla wspomnianej godziny?

Ciszy mam mniej. Mniej niż kiedyś. Ale czy nie tego właśnie chciałam czekając na Ciebie? Tego radosnego gwaru? Tego słodkiego “Mamuuusiuuuu”? Tej nostalgii za czasami, kiedy można było diabłu łeb urwać? A kawa? Ta (pod warunkiem, że jest diabelnie mocna) zarówno ciepła jak i zimna spakuje dobrze. Z batonikami jest już ciężej, bo po pierwsze – sięgam po nie rzadziej (z dbałości o figurę i dla dobrego przykładu dla dziecka). A po drugie – nie wiem jak Ty, ale ja mam wrażenie, że dzieci mają detektor na szeleszczące papierki i znajdą Cię z tym przeklętym batonikiem, choćby w piwnicy! Więc zwykle moje łakomstwo kończy się ponaglającym “Mama, aaam!”.

A jak jest z przestrzenią? Przy Tobie Synku zrozumiałam po raz pierwszy, że trzeba pozbyć się starego, aby zrobić miejsce na nowe,. Niby oczywistość, ale dla mnie było to jak olśnienie. Zupełnie jak myśl, że mój samochód wyżywi rodzinę, w czasie kataklizmu 🙂 I choćby wtedy inflacja osiągnęła swe szczyty, my wciąż bylibyśmy szczęściarzami – moglibyśmy płacić zabawkami. Tych mamy tyle samo, co okruszków w samochodzie 🙂

A teraz tak zupełnie poważnie. Owszem, bez Ciebie Synku świat byłby prostszy, bardziej przewidywalny i poukładany. Ja pewnie dalej marnowałabym czas, by zebrać się do tego, czy owego.

Lecz co poradzę na to, że życie bardziej smakuje mi wtedy, gdy możemy dzielić je razem? Nawet, gdy w pośpiechu zapominam zmienić kapcie na buty. Albo wtedy, gdy wieczorem przysypiam pod prysznicem. A nawet wtedy, gdy płonę ze złości. Wiem, że jutro znów wstanę w dobrym humorze. I nigdy przenigdy nie pomyślałam, że mogłoby być inaczej. Bo ja właściwie już nie pamiętam, jak to było bez Ciebie.

Dodaj komentarz

Top