Jesteś tu
Strona domowa > Aktualności > Natura, czy kultura?

Natura, czy kultura?

Jako mała dziewczynka byłam świadkiem takiej oto sytuacji: pewna mama stara się ze wszystkich sił uspokoić swojego rozhisteryzowanego syna. “Wojtuś, przestań płakać. Nie kupię ci kolejnej sukienki! W domu masz już trzy i to wystarczy!”. Pamiętam, że wtedy ta sytuacja zwróciła moją uwagę. Z punktu widzenia chłopca oczywiście. Skąd ten płacz? I dlaczego chłopiec chce nosić sukienki?

Dziś natomiast interesuje mnie co innego – zachowanie matki. Bo choć całe zajście miało miejsce na ulicy, w czasach mniej liberalnych lat 80-tych, to kobieta wcale nie zachowywała się, jak zawstydzona matka przyszłego transseksualisty.

Więc o co cały raban z gender? Po co dywagować, co można, a co nie, chłopcom? Albo co przystoi, a co nie, dziewczynkom? Po co wypychać nochale, pełne zatęchłego nadęcia, i rysować nieprzekraczalne kreski w dziecięcych światach? Czyż nie rozchodzi się wszystko o ciekawość?

fitpregnancy.com

Trzeba. Nie wolno. Powinno. Przecież to słowa-kagańce, z których w dorosłości tak trudno się oswobodzić. Jednak są tacy, co uparcie serwują je dzieciom każdego dnia. W solidnych ilościach. Tak na wszelki wypadek. By, jak przy przeziębieniu, nie być niewyraźnym. Albo odwrotnie. By niektóre symptomy zdusić już w samym zarodku.
Fakt. Nie ubieram Syna w róż. Ani w sukienki. Jednak, gdy bawimy się w domu, zdarza mu się zakładać na siebie nawet najbardziej fantazyjne rzeczy. I niekoniecznie pasujące częścią garderoby do części ciała. A ja wcale nie wpadam wtedy w rozedrganie, czy to oby nie jest zbyt niepokojące.

Przerabialiśmy już wiele kombinacji. W tym, nawet reklamówkę z biedry, jako element niewymuszonej elegancji codziennego looku (zanotuj: musisz to mieć!). Albo żółte gumowe rękawiczki – niezbędny dodatek, doskonale współgrający z psim motywem na spodenkach. Kolejna obserwacja: wiele rzeczy świetnie sprawdza się, jako nakrycie głowy. To nic, że zazwyczaj z głową ma niewiele wspólnego. Jak choćby majtki. Albo kamizelka, misternie uwinięta w zmyślny turban. Pudełko po lodach, które miało zbierać wodę z kapiącej umywalki. Albo torba prezentowa.

Jest natomiast jedno ubranko, które pasuje do wszystkiego, w każdych okolicznościach i o każdej porze dnia. Pajęczy szlafrok! Moje Dziecię kocha go ponad wszystko i nosi z dumą, najlepiej “na Batmana”. Właściwie zazdroszczę mu tego podejścia. Szczególnie wtedy, gdy dopada mnie czarna rozpacz pod szafą, że nie mam w co się ubrać (w końcu tak trudno skompletować ciuch, gdy ilość łachów jest zbliżona do tej w średnim odzieżowym). Tylko pomyśl… Na bad day – szlafrok. Na przymałe dżinsy – szlafrok (dobrze zasłoni fałdy i niedopięty rozporek). Na brak pomysłu, co jutro do pracy – szlafrok (podkreśli pracownicze zaangażowanie). Na przedrandkowe rozterki – szlafrok (trafnie zagai temat “co potem” :). Nie wspomnę już o nieocenionych walorach komfortu. Coś, jakby w kapciach przez świat.

Odzieżowe eksperymenty Synka wcale mnie nie martwią. Widzę, że mój Mały jest kwintesencją męskości i buzującego testosteronu. Już jako pełzak przejawiał zamiłowanie do samochodzików. Wiem, co chcesz powiedzieć. Nie, to nie nasza zasługa. Nim dostał pierwszy pojazd, najpierw ćwiczył rączki grzechotkami. A gdy już miał w nich wystarczająco siły i koordynacji, zaczął robić “brum” najpierw Stefanem (pluszowym żółwikiem), a potem czym się tylko dało: masażerem do pleców, a nawet butami Taty.

Podobnie jest teraz, z miłością do motocykli. Gdy byliśmy na Maderze, na każdym z nich chciał siadać i przy nim majstrować. Ale ja nie pociągnęłam tematu. Zgadnij, co przez ostatnie kilka dni unieruchamia moje dziecko na dobry kwadrans! Odgłos silnika Hondy CBR 600 RR, który odpala sobie na YT. I jak to wytłumaczyć?
Pod bokiem mam prawdziwą złotą rączkę, która zanim zacznie szaleć na swoim samochodziku, najpierw sprawdza, czy wszystkie kółka są dobrze dokręcone. Nie muszę się też martwić zawiasami w kuchennych szafkach. Plastikowy śrubokręcik dość często dokonuje ich inspekcji. Jednocześnie mój Syn, jak prawdziwy pan domu, dba o codzienny porządek. Czyli butki muszą stać równo, z szuflady nie może wystawać choćby rożek chusteczki, a odkurzacz powinien być w użyciu przynajmniej raz dziennie.

Ciekawe, że już teraz Mały ma jeszcze jedną iście męską naleciałość. Gdy tylko zobaczy na horyzoncie pilota, pada, bądź komputer, zachowuje się tak, jakby Boga za nogi złapał…

zdjęcie główne: theodysseyonline.com

Dodaj komentarz

Top